• Lauenburg in Pommern  -  Lębork  wczoraj i dziś
    Lauenburg in Pommern - Lębork wczoraj i dziś
  • Lauenburg in Pommern  -  Lębork  wczoraj i dziś
    Lauenburg in Pommern - Lębork wczoraj i dziś
  • Lauenburg in Pommern  -  Lębork  wczoraj i dziś
    Lauenburg in Pommern - Lębork wczoraj i dziś
  • Lauenburg in Pommern  -  Lębork  wczoraj i dziś
    Lauenburg in Pommern - Lębork wczoraj i dziś
  • Lauenburg in Pommern  -  Lębork  wczoraj i dziś
    Lauenburg in Pommern - Lębork wczoraj i dziś
  • Lauenburg in Pommern  -  Lębork  wczoraj i dziś
    Lauenburg in Pommern - Lębork wczoraj i dziś
  • Lauenburg in Pommern  -  Lębork  wczoraj i dziś
    Lauenburg in Pommern - Lębork wczoraj i dziś

Lębork podczas wojen

Teren powiatu lęborskiego był tylko pobocznym teatrem w czasie wojen napoleońskich, mimo to miasto i ludzie ucierpieli. Najpierw rabowali Francuzi i Polacy, potem łupili Rosjanie.
 
Okres wojen napoleońskich toczących się na Pomorzu datowany jest przez historyków na 1806 rok, kiedy to załamała się potęga militarna Prus. Kończy się w jesienią 1813 roku, kiedy to poddały się wojska francuskie broniące Gdańska. Po serii bitew stoczonych w październiku 1806 roku z armią napoleońską 14 października po boju pod Jeną– Auerstadt całkowicie zostaje rozbita potęga wojskowa Prus. Cały dwór pruski razem z rodziną królewską ucieka w popłochu do Królewca i jednym z miast, do którego docierają, jest Lębork. Źródła historyczne podają, że podróż do Lęborka trwa dziesięć dni. Ludzie muszą się spieszyć, bo szybkie oddziały kawalerii w każdej chwili mogą przeszkodzić w kontynuowaniu podróży. A obu stronom zależy na czasie. Wojska koalicji wkraczają na Pomorze najpierw od zachodu, zaś później również z południa. 
 
Pruscy partyzanci von Krockowa 
Napoleon już wówczas miał dalekosiężne plany związane z podbiciem Rosji i potrzebował do tego Pomorza, które miało stać się bazą aprowizacyjną i bezpośrednim zapleczem do zaopatrywania (szczególnie w żywność) ogromnych mas wojska. Dlatego wkraczające wojska umacniają się od razu na zajętych terenach, tworząc zbrojne garnizony. Zadanie nie jest łatwe, gdyż Prusacy w tym czasie nie próżnują i organizują oddziały militarne składające się z miejscowych mężczyzn, jak i żołnierzy, którzy uszli z życiem z wcześniejszych bitew, którymi dowodzi hrabia R. von Krockow. Na przeszkodzie stoją również twierdze, takie jak Kołobrzeg i Gdańsk-silnie ufortyfikowane i uzbrojone. 
 
W styczniu i lutym 1807 roku na Pomorze wkraczają również oddziały polskie. Przez kilka dni zatrzymują się w Bytowie. Aby rozbić Pomorze na dwie części i uniemożliwić połączenie pomiędzy Gdańskiem i Kołobrzegiem, natarcie polskie kieruje się na Słupsk, który 18 lutego 1807 roku zostaje zdobyty. Szturm powodzi się, gdyż miasta broni około 200 ochotników von Krockowa, zaś Polaków jest około 1800. 20 lutego oddziały polskiej kawalerii dowodzonej przez młodego generała Tomasza Łubieńskiego dotarły do Lęborka. W książce "Dzieje Lęborka” napisanej pod redakcją J. Lindmajera i T. Machury tak opisano ten fakt: "był on bazą operacyjną ochotniczego korpusu Krockowa. Tylko wstawiennictwo katolickiego proboszcza Kloskowskiego ustrzegło miasto od surowych rekwizycji i wysokiej represyjnej kontrybucji”. 
 
Grabież żywności – wojsko musi jeść 
Od wkroczenia wojsk napoleońskich do Lęborka stał się bardzo ważny do prowadzenia dalszej kampanii i oblężenia Gdańska (od 7 marca do 27 maja 1807roku), jak i Kołobrzegu (obleganego od kwietnia do lipca 1807 roku). Dla mieszkańców był to koszmar, gdyż oddziały zaopatrzeniowe docierały aż tutaj. Zabieranie żywności odbywało się w bardzo prosty sposób. Żołnierze wchodzili do domów i zabudowań gospodarskich i brali wszystko, co było im potrzebne. Opornych bito. Wojsko musiało jeść. Sentymentów nie było, gdyż grabiono obcy naród. Jeśli nie udało się zebrać zadowalającej ilości żywności, nakładano kontrybucję, czyli nakazywano dostarczyć określoną ilość żywności w dane miejsce. Opornych było niewielu. 
 
Tradycja przetrwała bardzo długo, bo jeszcze podczas drugiej wojny światowej bardzo ważnym wojskowym rytuałem było wyłapywanie kur. 
 
Spanie na ciepłym oborniku 
Innym problemem, który był naturalną konsekwencją zimowych marszów wojsk, stało się zakwaterowanie. Bitwy trwały tylko dzień lub dwa, a w czasie pomiędzy potyczkami żołnierze musieli gdzieś mieszkać i trzymać konie. Nie było problemów, gdy oddział liczył kilkudziesięciu żołnierzy, bo można było rozlokować się w domach i chatach bez uszczerbku dla ich mieszkańców. Jednak gdy oddział liczył kilkaset osób (lub kilka tysięcy, co nie było rzadkością), wojsko nie miało gdzie spać. Często po prostu wyrzucano mieszkańców z ich domów, do których wprowadzali się oficerowie. 
 
Szeregowcy biwakowali na dworze, śpiąc w szopach i stogach lub po prostu pod gołym niebem. Nie pasuje to do wizerunku pięknego polskiego ułana i żołnierza piechoty, ale bardzo dobrym sposobem na ogrzanie ciała w mroźną noc było spanie na stercie obornika. 
 
Ówczesny Lębork liczył około 1600 mieszkańców i zabudowany był ok. 200 domami, w których miejsca starczało nierzadko tylko dla oficerów. Żołnierze stacjonowali również w okolicznych wsiach. Na pewno stały oddział stacjonował w Łupanie, w której chroniono most niezbędny do poruszania się wojsk napoleońskich. Oddział kawalerii francuskiej przebywał w Łebie i patrolował wybrzeże. 
 
Miasto upadło 
Drugi zalew obcych wojsk datuje się na lata 1812-1813. Wówczas to przez Lębork przemieszczały się oddziały koalicji napoleońskiej kierujące się na wschód. Wówczas to ówcześni lęborczanie oprócz Polaków i Francuzów mogli "ugościć” kilkutysięczne oddziały prawie wszystkich nacji walczących w koalicji. Łącznie mogło to być ich nawet 25 tysięcy. W 1813 roku na terenie miasta znowu można było zobaczyć tych samych żołnierzy, wracających jako pobita armia spod Moskwy, lecz było ich tylko dwa tysiące. Jednak nie zabawili długo, uciekając w popłochu na zachód. 
 
Za to pojawili się kozacy, którzy zaopatrywali wojsko rosyjskie oblegające Gdańsk (broniony od stycznia do listopada przez francuską załogę), a byli oni bardziej skuteczni w konfiskacie niż ich poprzednicy. Praktycznie przez siedem lat miasto zostało totalnie złupione i okradzione, co miało wpływ na dalszy jego rozwój w najbliższych kilkunastu latach.
 
Autor: Sylwia Lis