• Lauenburg in Pommern  -  Lębork  wczoraj i dziś
    Lauenburg in Pommern - Lębork wczoraj i dziś
  • Lauenburg in Pommern  -  Lębork  wczoraj i dziś
    Lauenburg in Pommern - Lębork wczoraj i dziś
  • Lauenburg in Pommern  -  Lębork  wczoraj i dziś
    Lauenburg in Pommern - Lębork wczoraj i dziś
  • Lauenburg in Pommern  -  Lębork  wczoraj i dziś
    Lauenburg in Pommern - Lębork wczoraj i dziś
  • Lauenburg in Pommern  -  Lębork  wczoraj i dziś
    Lauenburg in Pommern - Lębork wczoraj i dziś
  • Lauenburg in Pommern  -  Lębork  wczoraj i dziś
    Lauenburg in Pommern - Lębork wczoraj i dziś
  • Lauenburg in Pommern  -  Lębork  wczoraj i dziś
    Lauenburg in Pommern - Lębork wczoraj i dziś

Brunon, faszysta z Lęborka.

[Na podstawie akt sądowych]Fot. Tomasz Słomczyński

Nie wiadomo, co wydarzyło się w Gdańsku w 1945 roku, kiedy Brunon spotkał dziewczynę o imieniu Vera, która miała być późniejszą przywódczynią ruchu faszystowskiego w Szwecji. Wiadomo jednak, że pamiętał o niej przez kolejnych trzydzieści lat. I doprowadziło go to za kratki. Jak również to, że chwalił się, że w mundurze Wehrmachtu zdobywał Stalingrad.

 

Luty 1975

11 lutego 1975 roku została sporządzona następująca notatka służbowa:

Służba Bezpieczeństwa Komendy Wojewódzkiej MO w Gdańsku uzyskała sprawdzone informacje, iż na terenie Lęborka działa nielegalna organizacja o ideologii faszystowskiej, pochwalająca również faszyzm hitlerowski. Organizatorem i przywódcą tej organizacji jest Brunon O. vel Bruno Orschel – ur. w 1921 roku w Gdańsku, wykształcenie średnie, zawód 

pielęgniarz, pracuje w przychodni w Lęborku.

Wymieniony w imieniu swojej organizacji utrzymuje kontakt z Nordycką Partią Narodową w Szwecji, od której otrzymuje literaturę propagandową. Partia ta na terenie Szwecji działa od około 15 lat i program jej w ogólnym zarysie przedstawia się następująco:

– walka o czystość ras,

– rehabilitacja Hitlera i innych przywódców faszystowskich Niemiec,

– walka o uwolnienie z więzień zbrodniarzy hitlerowskich.

Aktualnie nie ustalono pozostałych członków nielegalnej organizacji w Lęborku. Wiadomo jedynie, ze jej członkiem jest również Kazimierz Ch., piekarz, zamieszkały w Lęborku wspólnie z Brunonem O.

Dzień później, 12 lutego wydano postanowienie o wszczęciu śledztwa. nie minęły 24 godziny, jak Brunon O. został zatrzymany w Sopocie.

Po nocy spędzonej „na dołku” postawiono mu zarzuty: „W okresie od grudnia 1974 do 13 lutego 1975 gromadził w celu rozpowszechnienia literaturę propagandową Nordyckiej Partii Narodowej, działającej na terenie Szwecji, pochwalającej faszyzm, oraz sporządził faszystowski emblemat tej partii.”

Kolejnego dnia trafił przed sąd, który zadecydował o osadzeniu go w areszcie tymczasowym. Potem wielokrotnie go przesłuchiwano. Policjanci i esbecy zadawali mu te same pytania, na które wciąż musiał odpowiadać.

Sierpień 1974

Lato 1974 roku, Łeba. 53-letni Brunon samotnie spędza urlop. Rozwiódł się już kilkanaście lat temu. Co robił? Milicjanci w swoich notatkach z „wywiadu środowiskowego” napiszą, że miał skłonności do alkoholu i homoseksualne. Ale nie znajdzie to żadnego potwierdzenia, on sam zaś zdecydowanie zaprzeczy plotkom. Ale nie będzie mógł zaprzeczyć, ze starał się o wyjazd do Niemiec. I temu, co mówili sąsiedzi z Choczewa, gdzie mieszkał zanim sprowadził się do Lęborka – że „przejawiał aktywne zainteresowania wszelkimi kontaktami z osobami pochodzenia niemieckiego przebywającymi na naszym terenie z NRF, NRD”.

Brunon siedzi teraz w restauracji „Mewa”. Odkłada „Trybunę Ludu”, przeczytał już interesujący go artykuł, nie może skupić się na dalszym czytaniu. Przysłuchuje się dość głośnemu towarzystwu siedzącemu przy sąsiednim stoliku, ale nic nie rozumie. Ludzie ci porozumiewają się po szwedzku. Postanawia odezwać się pierwszy po niemiecku:

– Czy to prawda, ze w Szwecji działa partia faszystowska?

W ten sposób rozpoczyna się rozmowa, Brunon opowiada, jak walczył pod Stalingradem po tym, jak został wcielony Wehrmachtu. Ale najbardziej interesująca jest dla niego Niemka, która w Szwecji robi karierę polityczną, stąd to pytanie skierowane do Szwedów. Poznał ją w Gdańsku w 1944 roku. Poszedł wtedy do urzędu stanu cywilnego, odebrać metrykę urodzenia. Spotkał tam Verę. Dziewczyna była w żeńskim odpowiedniku Hitlerjugend – Związku Niemieckich Dziewcząt. Wtedy, w 1944 roku Vera powiedziała mu, że przewiduje klęskę Niemiec i wyjechała z rodzicami do Szwecji. W ten sposób ich drogi się rozeszły.

 

W sierpniu 1974 roku Trybuna Ludu pisała:

Vera Oredsson urodziła się w 1928 roku w Berlinie w rodzinie szwedzko – niemieckiej. Ojcu inżynierowi zaczęło się powodzić dopiero po dojściu do władzy Hitlera, kiedy to za cenę lepszej pracy został on aktywistą SA. Vera otrzymała wzorowe hitlerowskie wychowanie; mając dziesięć lat wstąpiła do Hitlerjugend i szczyci się dzisiaj tym, że nie opuściła ani jednej zbiórki członków tej organizacji. W czasie wojny marzyła o tym, aby wstąpić do Wehrmachtu i walczyć za Hitlera. „Niestety” była za młoda. W 1944 roku po zbombardowaniu jej berlińskiego domu znalazła się w okupowanej Polsce jako pielęgniarka szpitala wojskowego. Jeszcze wtedy marzyła się jej kariera wielkiej hitlerowskiej działaczki na Ukrainie.

W chwili upadku III Rzeszy rodzice Very nie byli już tak fanatycznie ślepi jak ona. Jako osobę, mającą również obywatelstwo szwedzkie, wysłali ją do Sztokholmu (…) (Dzisiaj – red.)Wojenne zbrodnie hitlerowskie są dla Very Oredsson bzdurnym wymysłem powojennej propagandy zwycięzców. Komory gazowe w obozach koncentracyjnych zbudowano dopiero po wojnie. W Oświęciumiu i Buchenwaldzie – oświadczyła publicznie – zginęło najwyżej 200 tys. słusznie więzionych wrogów faszyzmu, a i to część z nich zmarła śmiercią naturalną.

Na tematy współczesne Vera Oredsson wypowiada się chętnie, i aż za bardzo jasno (…) Szwecja – jej zdaniem – znajduje się obecnie na prostej drodze do politycznego upadku, czemu trzeba się natychmiast przeciwstawić, co też czyni obecnie jej partia. Rady, których udziela Vera Oredsson, to m.in. umcnienie armii szwedzkiej, która kiedyś miała znakomitych żołnierzy, pozbawionych jednak uzbrojenia, natomiast dzisiaj ma najlepszą broń, ale samych mazgajów w mundurach… Aby zmienić tę sytuację, 10 letni syn Very, Tord Rommel (od nazwiska hitlerowskiego generała) ma zostać szwedzkim oficerem. Należy przeciwstawiać się również wszelkim tendencjom pacyfizmu i bierności, i dlatego – twierdzi Vera Oredsson – nie można wykluczyć moralnego i fizycznego terroru, jaki uprawiają obecnie członkowie jej partii. Dalej: należy wprowadzić zakaz prerywania ciąży, a dziewczętom szwedzkim zabronić wychodzenia za mąż za mężczyzn nie nordyckiej rasy. Niebieskookie blondynki (cytuję dosłownie) są piękne i piękno swojej rasy powinny utrwalić w następnych pokoleniach. Vera Oredsson jest błękitnooką blondynką, którą na zewnątrz z grona przeciętnych Szwedek wyróżnia jedynie brunatna koszula z czarną swastyką na ramieniu. Strój ten Vera wkłada jednak tylko z okazji partyjnych zlotów i obozów szkoleniowych organizowanych na wzór Hitlerjugend. Na co dzień ma ona inne typowe dla przeciętnych Szwedek, i nie tylko Szwedek, zamiłowania: lubi muzykę symfoniczną, wycieczki, kwiaty i prace wokół domu.

Wtedy, w restauracji „Mewa”, jeden ze Szwedów powiedział, żeby Brunon wziął coś do pisania i podyktował adres męża Very, Assara Orredsona, szefa Partii Nordyckiej. Powiedział, że tam o nią trzeba pytać.

Grudzień 1974 – luty 1975

Fot. Tomasz SłomczyńskiPrzed świętami Brunon postanowił wysłać kartkę pocztową do Szwecji. Życzył państwu Oredsson wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku. Napisał coś jeszcze: że potrzebuje dwie brunatne kurtki, żeby powitać w nich delegację – bo 9 lutego odbędzie się w jego mieszkaniu spotkanie z „ludźmi z Elbląga”. Zamieścił adres zwrotny. Podpisał się jako Bruno Orschel. I napisał jeszcze: „H.H.”. Czyli: „Heil Hitler.”

Na odpowiedź czeka kilka tygodni. W końcu w szarej kopercie, którą listonosz wrzucił do skrzynki Brunon znajduje broszury – m.in. numery czaspisma „Nordisk Kamp”, inne materiały napisane po niemiecku i szwedzku. A także petycję – do podpisania, o zwolnienie z więzienia Rudolfa Hessa. Nadawcą przesyłki jest Assar Orredson. Szwedzki przywódca neofaszystów nie zamieszcza żadnego listu.

Brunon bierze do reki kartkę papieru i długopis. Dziękuje za broszury. Obiecuje podpisaną petycję wysłać do RFN. Pisze też swój życiorys. A potem w swoim mieszkaniu samodzielnie wykonuje obrazek – znak szwedzkiej Partii Nordyckiej – trzy czarne krzyże w czarnym kole na białym tle. Podpatrzył go na zdjęciach w broszurach – mężczyźni nosili takie znaki na mundurach. Oprawia go w ramki i wiesza na ścianie swojego lęborskiego mieszkania.

Przychodzi druga przesyłka, tym razem z listem. To korespondencja od firmy NS-DEKAL. Brunon orientuje się, że list został nadany w Gdańsku, więc wychodzi na to, że szwedzcy faszystowscy aktywiści w Polsce bywają.  Brunon przygląda się przesyłce uważnie. Jest to jakiś papier firmowy, u góry kartki widnieje pieczęć ze swastyką w wieńcu laurowym i wizerunki dwóch SA-manów, którzy ją przytrzymują. Autor listu pyta, w jaki sposób Brunon chciałby uregulować rachunek za brunatne kurtki, zaznaczając jednocześnie, że polskie pieniądze są w Szwecji niewymienialne. Podpisał się Peter Soneson, „Ortsgruppenleiter der NRP, Helingborg”.

Brunon posmutniał. To jasne, że nie będzie miał pieniędzy na kurtki. Postanowił mu odpisać.

 

Brunon postanowił odpisać człowiekowi, który określał się mianem: „Ortsgruppenleiter”.

Z wyjaśnień, których potem udzielił prokuratorowi:

„Pisałem w ten sposób aby ta partia faszystowska uważała, że w Lęborku istnieje organizacja o podobnej ideologii, a ja, jej kierownik, jestem Niemcem. W liście tym pisałem o Wehrmachcie, wojnie na Wschodzie z ZSRR i odnośnie Rudolfa Hessa w ten sposób, aby partia ta była przekonana, iż byłem zwolennikiem i pochwalałem działalność faszyzmu niemieckiego. Na przykład o klęsce wojsk hitlerowskich pisałem jak o osobistej tragedii”.

Pielęgniarz z Lęborka zrezygnował z zakupu brunatnych kurtek. I napisał coś jeszcze, co musiało zelektryzować funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa kontrolujących już wtedy tę korespondencję; że jego grupa liczy już ośmiu mężczyzn i dwie kobiety. „Jesteśmy oczarowani tym, że na świecie istnieje grupa pomocy dla Rudolfa Hessa” – dodał. Poprosił też o wskazówki, co dalej ma robić.

Funkcjonariusze natychmiast rozpoczęli obserwację Brunona.

„Heil Hitler!” Stalingrad i Kursk

Fot. Tomasz SłomczyńskiNie tylko jego. Drugim mężczyzną wymienionym z notatce Służby Bezpieczeństwa jest Kazimierz Ch. Osiemnastolatek był współlokatorem Brunona (mieszkają w jednym pokoju w Lęborku), uczniem Zespołu Szkół Zawodowych w Gdańsku na Wydziale Piekarskim. Kazika odwiedzała czasem narzeczona. Zdarzało się, że siadali we trójkę z Brunonem przy kieliszku albo szklance herbaty.

W lutym 1975 roku, w momencie zatrzymania Brunona, Kazik mieszkał z nim już osiem miesięcy. W tym czasie Brunon opowiedział mu o swojej przeszłości – że jest Niemcem, i że walczył w Wehrmachcie. Z prokuratorskich zeznań Kazika wynika, że opowiadając o wojnie Brunon „wyraźnie opowiadał się” po stronie Niemiec. Miał mówić, że chciałby wyjechać do RFN. Brunon namawiał Kazika, żeby podpisał petycję o zwolnienie Rudolfa Hessa. Przekonywał swojego osiemnastoletniego współlokatora, że Rudolf Hess siedzi już 30 lat i powinni go już zwolnić. Kazik jednak nie zgodził się jej podpisać.

Brązowe kurtki miały być dla nich dwóch. Kazik wyobrażał sobie, że wyjdą w niedzielę na spacer w nowych, fajnych zagranicznych kurtkach.

Kiedy przyszedł drugi list ze Szwecji, Brunon przemilczał fakt, że trzeba za nie zapłacić.

W zeznaniach Kazika znajduje się opis jednej z sytuacji z Brunonem w roli głównej: Któregoś razu do osiemnastoletniego chłopaka przychodzi jego szef (Kazik terminował w piekarni w Lęborku). Panowie siadają, na stoliku pojawia się flaszka. Brunon, najwyraźniej rozluźniony, zaczyna pokazywać swoje zdjęcia w mundurze Wehrmachtu, a ma ich w sumie siedem. Poza tym chwali się również i innymi dokumentami, na przykład „Ausweis der Deutschen Volksliste” swojej matki z czasów okupacji.

Piekarz Sławomir N. zeznawał przed sądem o tym spotkaniu: „(Brunon – red.) Mówił że szkoda że Hitler wojnę przegrał, ale Niemcy jeszcze tu powrócą i wtedy on okaże im te dokumenty i będzie miał ułatwione życie”. Z relacji tego człowieka wynika, że w pewnym momencie Brunon miał wstać z fotela, wyciągnąć przed siebie prawe ramię i krzyknąć: „Heil Hitler!”.

Poza tym w aktach sądowych znajdują się zeznania kilku osób, które twierdzą, że Brunon z dumą opowiadał o tym, jak walczył pod Stalingradem i Kurskiem.

Czy mówił prawdę?

 

Bez jednego wystrzału

W aktach znajduje się również szczegółowy życiorys Brunona, własnoręcznie przez niego sporządzony.

Urodził się w Gniewie. Nie zna swojego ojca, z opowiadań rodzinnych dowiedział się, że był nim (najprawdopodobniej) oficer Kriegsmarine. Mężczyzna, po którym nosi nazwisko – mąż jego matki, zginął w armii niemieckiej w czasie pierwszej wojny światowej.

Wybucha druga wojna światowa. Brunon ma osiemnaście lat. Zostaje wcielony do organizacji Todd., która skupia mężczyzn niezdolnych do służby wojskowej albo w wieku przedpoborowym. Budują obiekty inżynieryjne na potrzeby wojska – mosty bazy, lotniska. Todd jest organizacja paramilitarną – jej członkowie noszą mundury i posiadają stopnie.

 

Brunon trafia do Litwy, Łotwy i w Estonii. W 1944 roku otrzymuje powołanie do wojska. Wtedy wraca na krótki czas do Gniewu i Gdańska (wtedy mógł spotkać Verę Oredsson). W Magdeburgu wstępuje do Wehrmachtu, trafia go na front wschodni – to już jest 1945 rok, Rosjanie zajmują Prusy Wschodnie. Wysiada z pociągu w Gołdapi. Brunon bez oddania jednego wystrzału dostaje się do radzieckiej niewoli.

Z nudów. Tak sobie

Luty – Kwiecień 1975 roku.Fot. Tomasz Słomczyński

Po zatrzymaniu Brunon wielokrotnie jest przesłuchiwany przez prokuratora. Zadawane mu są te same pytania. Przesłuchania odbywają się co kilka, kilkanaście dni.

– Dlaczego podejrzany wysłał kartkę do Orredsonów?

– Nie wiem. Z nudów.

– Czy podejrzany planował jakieś spotkanie z innymi neofaszystami?

– Nie ma żadnych innych neofaszystów. Nie planowałem żadnego spotkania.

– Dlaczego podejrzany sporządził emblemat partii faszystowskiej i powiesił go na ścianie?

– Tak sobie. Wiem, że to był błąd.

Brunon nie potrafił odpowiedzieć na szereg pytań prokuratora:

– Zdawałem sobie sprawę, że są to materiały pochwalające faszyzm i przechowywanie ich i rozpowszechnianie jest w Polsce karalne.

– Nie, nie potrafię wyjaśnić, dlaczego to wszystko napisałem w tym liście zdając sobie sprawę, ze popełniłem przestępstwo. Chciałem aby ta partia faszystowska przysłała mi więcej broszur, gdyż byłem ciekawy jaka treść będzie w następnych broszurach.

– Bardzo się bałem tego, że nawiązałem taki szeroki kontakt z ta partią.

– Tak, zdawałem sobie sprawę, z tego że w ten sposób nawiązuję kontakt z faszystowską organizacją, która jest przeciwna socjalizmowi i jako pochwalająca faszyzm niemiecki jest wrogo nastawiona do Polski Ludowej.

Przed sądem zaś Brunon powiedział – na koniec procesu, przed ogłoszeniem wyroku:

– Bardzo żałuję tego, co uczyniłem, nie chciałem działać przeciwko Polsce.

To wszystko. Niewiele. Cztery lata więzienia

Sędzia wydający wyrok musiał brać pod uwagę następujące fakty:

Najpierw Brunon nie przyznawała się do winy i kategorycznie zaprzeczał swoim sympatiom do faszystów. Potem, przed sądem przyznał się do winy i wyraził skruchę prosząc o łagodny wymiar kary.

Osoba Very Orredson pojawia się na początku śledztwa w wyjaśnieniach Brunona. Potem coraz mniej o niej wspomina, pod koniec śledztwa nie wspomina o niej w ogóle. Niewyjaśnionym pozostaje, co sprawiło, że Brunon po trzydziestu latach nagle zapragnął nawiązać z nią kontakt.

Prokurator w akcie oskarżenia zarzucił Brunonowi działanie na szkodę Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej oraz „gromadzenie w celu rozpowszechniania” „literatury propagującej faszyzm”.

Śladczy zdołali udowodnić Brunonowi następujące działania:

Wysłanie kartki pocztowej do Very i Assara Orredsonów.

Wysłanie listu do Petera Sonesona.

Wykonanie emblematu szwedzkiej partii faszystowskiej i powieszenie go na ścianie w swoim pokoju.

Kilkukrotne wyrażanie żalu z faktu, że Hitler nie wygrał wojny.

Jednorazowe wykonanie gest faszystowskiego pozdrowienia „Heil Hitler”.

To wszystko.

Sąd wymierzył Brunonowi karę: cztery lata więzienia.

Brunon nie złożył rewizji, nie odwołał się od tego wyroku. Nie wiadomo, dlaczego. Czy uznał te karę za łagodną? A może funkcjonariusze SB go do tego przekonali?

 

Nie wiadomo też, czy Vera – działaczka Hitlerjugend, którą spotkał w Gdańsku w czasie drugiej wojny światowej, to ta sama Vera – neofaszystka ze Szwecji.

Vera Orredson przed laty… Źródło: domena publiczna  ... i obecnie. Źródło: Twitter

Akta niekompletne

Wyrok wydał Bolesław Senyszyn, w 1975 roku sędzia, dziś czynny zawodowo adwokat. Rozmowa dotyczy zupełnie innej sprawy, w której ówczesny sędzia wydał wyrok śmierci. Nieoczekiwanie temat schodzi na sprawę Brunona. Pytam dlaczego, przy tak marnych dowodach na rzeczywiste zaangażowanie w budowanie faszystowskiej organizacji, wydał tak surowy wyrok.

– Ten człowiek organizował grupę neonazistowską. To wynikało z podsłuchów, które założyła mu Służba Bezpieczeństwa. Z tego, co pamiętam, próbował zgromadzić grupę młodych chłopaków.

– Ale w aktach nie ma o tym ani słowa.

– Nie ma. Bo nie może być. Akta nie są kompletne. Nie ma w nich materiałów, które gromadziła Służba Bezpieczeństwa, stenogramów rozmów z podsłuchów. A poza tym… Wie pan, to był moment, w którym akurat w Szwecji zaatakowano ambasadę RFN… Tyle się wtedy mówiło o terroryzmie na Zachodzie.

Kara adekwatna

Członkowie RAF. Źródło: domena publiczna24 kwietnia 1975 uzbrojeni aktywiści RAF – Frakcji Czerwonej Armii – skrajnej lewackiej organizacji terrorystycznej, wdarli się do ambasady RFN w Sztokholmie i rozpoczęli jej okupację. Zażądali uwolnienia 26 uwięzionych w Niemczech członków RAF. Ich żądania spotkały się z odmową władz niemieckich. Wówczas terroryści zamordowali attaché wojskowego Andreasa von Mirbacha i radcę ambasady Heinza Hillegaarta. Dwóch okupujących ambasadę członków RAF zginęło od przypadkowej detonacji podłożonych materiałów wybuchowych (jeden na miejscu, drugi w szpitalu). Czterech kolejnych zostało aresztowanych.

30 kwietnia 1975 roku dokonano zamachu bombowego na Izbę Przemysłowo-Handlową w Ludwigshafen i Moguncji.

4 maja 1975 roku podłożono bombę pod budowaną elektrownię atomową w Strasburgu.

21 maja 1975 roku rozpoczął się proces uwięzionych przywódców RAF. W Paryżu wybuchały bomby – pod Domem Szwedzkim i salonem Volvo.

Dla polskich gazet zachodni terroryzm był chorobą toczącą kapitalizm. Socjalizm miał być wolny od tego rodzaju patologii.

W tym samym dniu, w którym rozpoczynał się proces w Paryżu – 21 maja 1975 roku, Sąd Wojewódzki w Gdańsku wymierzył Brunonowi karę czterech lat pozbawienia wolności.

Zima 2015 roku. Gabinet adwokata Bolesława Senyszyna.

– Chce pan powiedzieć, że były obawy, że ktoś taki, jak na przykład Eryk O., może doprowadzić do tego, że również w Polsce dojdzie do ataków terrorystycznych?

– Tak, były takie obawy – odpowiada były sędzia.

– Miał pan naciski, żeby surowo go ukarać?

– Nie, nie miałem żadnych nacisków. Uznałem, że taka właśnie kara jest dla niego adekwatna.

Autor: Tomasz Słomczyński

Magazyn Kaszuby