• Lauenburg in Pommern  -  Lębork  wczoraj i dziś
    Lauenburg in Pommern - Lębork wczoraj i dziś
  • Lauenburg in Pommern  -  Lębork  wczoraj i dziś
    Lauenburg in Pommern - Lębork wczoraj i dziś
  • Lauenburg in Pommern  -  Lębork  wczoraj i dziś
    Lauenburg in Pommern - Lębork wczoraj i dziś
  • Lauenburg in Pommern  -  Lębork  wczoraj i dziś
    Lauenburg in Pommern - Lębork wczoraj i dziś
  • Lauenburg in Pommern  -  Lębork  wczoraj i dziś
    Lauenburg in Pommern - Lębork wczoraj i dziś
  • Lauenburg in Pommern  -  Lębork  wczoraj i dziś
    Lauenburg in Pommern - Lębork wczoraj i dziś
  • Lauenburg in Pommern  -  Lębork  wczoraj i dziś
    Lauenburg in Pommern - Lębork wczoraj i dziś

Legenda - CZAR KWITNĄCYCH LIP

Przed wiekami żył szlachcic Jerzy Pierzcha. Był właścicielem grodu Redkowic i rozległych włości w pradolinie rzeki Łeby. Piękna czarująca szlachcianka porodziła mu trzech synów. Chłopcy Jan, Bogusław i Leszek dorastali w dostatku. Szlachcic potomek księcia Słupskiego Bogusława, był wymagający wobec synów. Wychowywał ich w rycerskim drylu. Jeździli konno ucząc się rycerskiego fechtunku. Jeden z nich Jan z kędzierzawą czupryną, często odwiedzał ojcowskie folwarki. Poznał pogodnych bartników. Zainteresował się ich pasiekami. Oglądał przedziwne ule, wykonane z pni drzew. Zaprzyjaźnił się z poddanymi. W jego ślady poszli dwaj bracia. Poznali wiele pięknych białogłowych, córek bartników. Szlachcic Jerzy Pierzcha nie był zadowolony z jednania się synów z ludem. Wiedział jednak, że zbytni upór może doprowadzić do ich wyjazdu na służbę w zakonie. Słyszał w rozmowach ze szlachcianką o takich zamiarach. Synowie po takich wojażach często przywozili pszczeli miód, z wrzosów pradoliny. Częstując rodziców mówili, miód z kwiatów lip, jest przedniejszy. Zachęcali ojca do posadzenia drzew lipowych w swoim grodzie i przy pałacu. 
 
Pewnego dnia zakupili antałek lipowego miodu przy lęborskim zamku. Na dziedzińcu rozstawiono drewniany stół do degustacji. Dworska służba przyrządzała nalewki z lipowego miodu. Smakowały szlachcicowi Jerzemu. Nazajutrz rzekł, czuję się jak młodzian. Posadźcie drzewa lipowe wzdłuż drogi grodu i pałacu. Synowie z zadowoleniem wykonali polecenie. Sami też bez przeszkód założyli pasieki w folwarcznych osadach. Mijały lata. Dorosłych synów powołano w rycerską służbę. Gdy wrócili posadzone lipy kwitły i pachniały aromatem. Szlachcic zadowolony z powrotu synów, stanął na schodach pałacu i oznajmił. Postanowiłem na wasze powitanie zorganizować pszczelarską ucztę. Proszę jechać konno i zaprosić bartników. Synowie w rycerskich rynsztunkach, pomknęli zaprosić gości. Kurzyło się na polnych traktach w Chocielewku, Niebędzinie i Żelazkowie. Zaproszenie przyjęto z radosnym
entuzjazmem bartników i ich córek.

Dziewczęta zadowolone szykowały dla swoich ojców bartnickie stroje. Przybyli pod pałac, panny niosły  miodów dzbany. Przywitała ich dama dworu, czarująca szlachcianka, wsiadła do pięknej bryczki, i rzekła. Zapraszam lud na spacer aleją posadzonych lip. Wspaniale kwitną! Będzie to spacer dla szczęśliwców. Ruszył orszak wspaniały, pasterze z łebskiej doliny przygrywali na wierzbowych trąbkach. Spacerowali. Zapraszali grodzian, powracając na pałacowy dziedziniec. Zrywali kwiaty lip na szczęście. Włodarz kazał wytoczyć beczkę miodowej nalewki z parkowej lodowni. Wezwał swoich synów do rycerskiego turnieju. Małżonka piękna dama przygrywała na lutni do tańców biesiadnych. Szlachcicowi zaświtała myśl, jest okazja aby synowie poszukali swojego szczęścia w miłości. W skrytości pragnął ożenku swoich synów. Marzył o wnukach biegających w pięknym pałacu. Bartnicy walczyli z rycerzami. Rzucano mieczami do czarującego kręgu. Układano kwiaty w dzbanach wielkich. Białogłowe panny nagradzały szczęśliwców całusami. Tańczono w poświacie księżyca. Szczęśliwi mieli drogowskaz z gwiazd. Synowie jednak nie znaleźli swojego szczęścia, w tym turnieju, dziewczęta swoją skromnością onieśmielały mężnych rycerzy. Zawarty został układ z bartnikami, o organizacji uczt turniejowych co roku, w okresie zakwitania lip. W roku następnym zdobył swoją wybrankę syn Jan, w trakcie degustacji nalewki. Tym razem czarnowłosa panna swoim uśmiechem zniewoliła rycerza. Była ślicznotka bartników z Niebędzina. W następnych turniejach dwaj jego bracia Bogusław i Leszek zdobyli swoje piękności z Żelazkowa i Redkowic. Cieszył się ród Pierzchów. Weselne orszaki podążały trzykrotnie na Boże błogosławieństwo, do kościoła św. Jakuba Apostoła. Szlachcianka i szlachcic, błogosławili wybranki synów w baszcie lęborskich murów. Czas mijał. W pałacu, na lutniach grały młode damy, dzieci spacerowały w przypałacowym parku. W ciszy było słychać żurawi śpiew. Legenda trwa do dzisiaj. Rosną dostojne lipy, są jeszcze schody z kamienia wyżłobione. W pobliżu pagórek dawnej kamiennej lodowni, z nalewkami złocistego miodu. Raz w roku rycerskie duchy szlachciców wystawiają antałek nalewki dla wiernych tej tradycji. 

Leszek  Wołosiuk