• Lauenburg in Pommern  -  Lębork  wczoraj i dziś
    Lauenburg in Pommern - Lębork wczoraj i dziś
  • Lauenburg in Pommern  -  Lębork  wczoraj i dziś
    Lauenburg in Pommern - Lębork wczoraj i dziś
  • Lauenburg in Pommern  -  Lębork  wczoraj i dziś
    Lauenburg in Pommern - Lębork wczoraj i dziś
  • Lauenburg in Pommern  -  Lębork  wczoraj i dziś
    Lauenburg in Pommern - Lębork wczoraj i dziś
  • Lauenburg in Pommern  -  Lębork  wczoraj i dziś
    Lauenburg in Pommern - Lębork wczoraj i dziś
  • Lauenburg in Pommern  -  Lębork  wczoraj i dziś
    Lauenburg in Pommern - Lębork wczoraj i dziś
  • Lauenburg in Pommern  -  Lębork  wczoraj i dziś
    Lauenburg in Pommern - Lębork wczoraj i dziś

Przyczynek do historii żydów w Lęborku po zakończeniu II wojny światowej

     Niniejszy artykuł został napisany na podstawie materiałów źródłowych zebranych w toku ogólniejszych badań nad obecnością ludności żydowskiej w województwie gdańskim w okresie powojennym.
Na wstępie trzeba jednak zaznaczyć, że przeprowadzona dotąd kwerenda pozwala na przedstawienie niezbyt imponującego pod względem faktograficznym obrazu sytuacji w samym Lęborku.
Dlatego artykuł można potraktować jedynie jako tytułowy przyczynek do historii Żydów w tym mieście. Zebrane, często wyrywkowe informacje zostały przedstawione na tle sytuacji Żydów w całym województwie.
 
Odnalezione w archiwach źródła nie zawierają bowiem generalnie osobnych, opisowych charakterystyk zbiorowości zamieszkujących poszczególne miasta, a jedynie charakterystyki ogólne.
Także dane statystyczne pozwalają jedynie na wskazanie przybliżonej liczby Żydów zamieszkałych w Lęborku w latach 1945-1948. Nie ma natomiast mowy o tym, aby w oparciu o nie dowiedzieć się jakie zawody oni wykonywali, jaki był poziom ich wykształcenia i o tym, aby poznać wiele innych szczegółów dotyczących ich losów.
Te informacje zostały ukryte w ogólnej statystyce dotyczącej całego województwa.
Ocaleni od zagłady Żydzi polscy, przebywający na terenach wyzwolonych spod okupacji hitlerowskiej, utworzyli w listopadzie 1944 r. Centralny Komitet Żydów w Polsce (CKŻwP).
 
Pod tą nazwą działał on do końca października 1950 roku. W jego skład wchodzili przedstawiciele reaktywowanych partii politycznych. W pierwszych latach największymi wpływami na tak zwanej „ulicy żydowskiej” mogli wykazać się syjoniści różnych orientacji, z wyłączeniem zwolenników ekstremistycznego odłamu: syjonizmu-rewizjonizmu .
Znacznie mniejszym poparciem cieszyli się członkowie tzw. żydowskiej frakcji Polskiej Partii Robotniczej i bodajże najmniejszym – wśród legalnie działających ugrupowań – przywódcy socjaldemokratycznego „Bundu”. CKŻwP utrzymywał kontakty ze środowiskiem osób religijnych, ale nigdy nie stały się one intensywne.
 
Działo się tak z powodu poglądów podzielanych przez elity dominującej części żydowskich partii i organizacji politycznych.
Dla nich, dopuszczalną była jedynie formuła sprowadzająca religię do prywatnej sfery aktywności człowieka, a za tym sfera spraw publicznych powinna była zostać poddana definitywnie sekularyzacji.
CKŻwP był głównym organizatorem społecznego życia żydowskiego w drugiej połowie lat czterdziestych.
Stworzył on system opieki socjalnej i zdrowotnej. Podlegały mu domy dziecka, przedszkola i szkoły.
W terenie, jego działalność opierała się na sieci wojewódzkich, okręgowych, powiatowych i miejskich komitetów żydowskich. Tworzono je wszędzie, gdzie powstawała w sposób odgórny bądź samorzutny społeczność żydowska, licząca powyżej pięćdziesięciu osób, którym zależało na utrzymaniu stałej łączności z rodakami.
 
Były zresztą i inne, bardziej praktyczne, przyczyny kontaktów z komitetami żydowskimi.
Jak już wspomniałem, świadczyły one w szerokim zakresie pomoc socjalną. Dzięki ofiarności diaspory żydowskiej były w stanie rozdzielać osobom potrzebującym zapomogi pieniężne, żywność, lekarstwa, odzież i obuwie.
A więc możność uzyskania pomocy materialnej była bardzo istotną przyczyną skłaniającą do wizyt w lokalnych komitetach.
Nie można w tym miejscu pominąć informacji o kondycji fizycznej i materialnej ocalałych Żydów. Tylko w sporadycznych wypadkach dysponowali oni przedwojennymi rezerwami finansowymi, względnie zdołali je szybko zgromadzić w pierwszym okresie powojennym dzięki operacjom handlowym lub spekulacji. Absolutna większość tych, którzy przeżyli na terenach okupowanych była pozbawiona praktycznie całego majątku. Często miała kłopot z rewindykacją porzuconych w ucieczce lub skonfiskowanych przez hitlerowców nieruchomości. To dotyczyło byłych partyzantów, osób ukrywających się w różnorakich schowkach tak na wsi, jak i w mieście oraz byłych więźniów obozów koncentracyjnych. Lata poniewierki, nieustającego napięcia psychicznego a także głodu i tortur spowodowały, iż większość Żydów była w opłakanym stanie fizycznym i psychicznym.
Wiele do życzenia pozostawiała również kondycja ludzi powracających od drugiej połowy 1944 r. ze Związku Radzieckiego. Straszliwe warunki panujące w miejscach zesłania w radzieckiej Azji Środkowej
i na Syberii wycisnęły na nich swoje piętno. Aczkolwiek pod pewnym względem ich sytuacja istotnie różniła się od tej, której doświadczyli rodacy spod okupacji niemieckiej. Pod rządami bolszewików cierpieli bowiem tak jak dziesiątki milionów mieszkańców „nieludzkiej ziemi” innych narodowości, natomiast wolni byli od następstw państwowego, instytucjonalnego antysemityzmu. Owi repatrianci z ZSRR zgłaszali się do komitetów żydowskich z prośbą o pomoc w poszukiwaniu mieszkań, pracy dokumentów, oczekując doraźnej pomocy materialnej. Z liczby ponad 150 tys. repatriantów – Żydów polskich – zdecydowana większość powróciła do kraju w pierwszej połowie 1946 roku.
 
Wszyscy, ci „ocaleni na Wschodzie” – „na nieludzkiej ziemi” i ocaleni z piekła hitlerowskiej okupacji, gorączkowo poszukiwali krewnych. CKŻwP i komitety lokalne odegrały w tej sferze rolę trudną do przecenienia. Na szczeblu centralnym, w CKŻwP powołano do życia Wydział Ewidencji i Statystyki (WEiS), a na szczeblu komitetów terenowym: referaty ewidencji i statystyki. Dzięki pracy zatrudnionych w nich urzędników zgromadzono dane ponad ćwierci miliona osób, które zgłosiły się do komitetów żydowskich od listopada 1944 r. względnie tych, do których dotarli wysłannicy CKŻwP. Rejestrowano fakt obecności na terenach wyznaczanych nowymi granicami Polski oraz w krajach Europy Zachodniej.
 
W odróżnieniu od biur ewidencji ludności, rejestracja w komitetach żydowskich była dobrowolna. Odbywała się nie w jednym z góry wyznaczonym terminie, ale bez przerwy na podstawie zachowanych dokumentów tożsamości względnie zeznań dwóch świadków. Początkowo lokalne komitety opieszale wykonywały obowiązki ewidencyjne i zwlekały z przesyłaniem danych do CKŻwP. Centrala zareagowała na to rozesłaniem okólnika zawierającego poza żądaniem wykonywania nałożonych obowiązków także schemat zbieranych danych. Polecono zapisywać nazwisko i imię, datę i miejsce urodzenia, imiona rodziców, zawód, miejsce pobytu w okresie bezpośrednio poprzedzającym wybuch wojny w 1939 r. i miejsce zamieszkania w momencie rejestracji. O przebiegu i efektach prowadzonych prac ewidencyjnych pisano w sierpniu 1946 r. w sposób następujący:
„Do rejestracji zgłaszali się wszyscy, którzy czuli się Żydami, którzy wyszli z nor, bunkrów, kryjówek, dotarli z lasów, Żydzi na tak zwanych ‘aryjskich papierach’, zgłosili się nawet ci, którzy rejestrując się jednocześnie demonstrowali swą polską narodowość i brak poczucia łączności z Żydami. Każdy w poszukiwaniu swych najbliższych trafiał do komitetu żydowskiego. Często zdarzało się, że rejestrując się podawał tylko imię i nazwisko i adres obecny, pomijając dokładne dane. W następstwie stworzyło to ogromne komplikacje przy tworzeniu ogólnej kartoteki rejestracyjnej i utrudniało uzyskanie przejrzystego obrazu stanu liczbowego Żydów. Jednak ta pierwsza rejestracja przeprowadzona na ogół powierzchownie, po prostu szkicowo, jest najważniejsza /.../ ze względu na to, że ona właśnie w swej istotnej treści objęła całe społeczeństwo żydowskie i wszystkie jego odłamy. Ludzie w wędrówce po Polsce nie omijali żadnego komitetu, rejestrowali się wszędzie, co również potem utrudniało uporządkowanie kartoteki rejestracyjnej. Potem kiedy ostygł w wielu, a u niektórych zgasł, pęd do rejestrowania się w komitetach żydowskich, dalsza rejestracja oparta na ogólnie przyjętych zasadach ewidencyjnych i statystycznych, nie ma już tak masowego charakteru. Jedni, ze względu na istniejący antysemityzm, odczuwali potrzebę dalszego konspirowania się, inni skomunikowali się już ze swoimi najbliższymi i nie szukali kontaktów przez komitety, większość ze zwykłej opieszałości i braku zrozumienia dla doniosłości tych spraw nie zgłaszała się do komitetu”.
Począwszy do lutego 1946 r. komitety rejestrowały wszystkie zgłaszające się osoby na tzw. „kartach centralnej kartoteki”. Tą procedurą objęto wszystkich, lub prawie wszystkich, repatriantów ze Związku Radzieckiego.
Zwraca uwagę opinia pracownika WEiS przy CKŻwP na temat celowości prowadzenia odrębnej rejestracji Żydów przez ogólne, państwowe lub samorządowe instytucje. Czytamy w niej:
„Rejestracja Żydów, o ile będzie ona rejestracją obejmującą wyłącznie Żydów, przeprowadzona przez czynniki Administracji Państwowej, nie da odpowiednich wyników – uchylą się bowiem od niej wszyscy, którzy zameldowani na ‘aryjskich papierach’ będą obawiać się dekonspirowania, zaniepokojeni faktem rejestrowania wyłącznie Żydów przez czynniki państwowe; nieufnie nastawieni wobec urzędników Polaków. Rejestrację przeprowadzać winny komitety w uzgodnieniu przez nas linii wytyczonej z czynnikami Administracji Państwowej. Jeżeli rejestracja osiągnąć ma swój cel, jeżeli ma dać rzetelny obraz struktury społecznej ludności żydowskiej i możliwości jej rozwoju, muszą ją przeprowadzić instytucje żydowskie. Inaczej zgoła będzie wyglądała sprawa ewidencji ludności żydowskiej, o ile zagadnienie antysemityzmu zatraci swą treść dynamiczną” .
 
Z ogólnego rejestru ocalonych można wyodrębnić dziś nazwiska tych, którzy zarejestrowali się w komitetach żydowskich istniejących na terenie powołanego formalnie do życia w końcu marca 1945 r. województwa gdańskiego. Liczba osób ujętych w statystyce przewyższa liczbę nazwisk, które udało mi się wynotować z rejestru ocalonych przechowywanego w Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego (AŻIH) w Warszawie. Zbiorowość objęta statystyką liczyła nie mniej niż 2900 osób, natomiast lista ustalonych nazwisk zawiera ok. 2700 pozycji. Zachowały się do dziś dwa rodzaje kart rejestracyjnych. Do pierwszego należą karty w kolorze białym, powstałe pierwotnie w momencie rejestracji. Na ogół wypełniono w nich wszystkie rubryki. Niestety, w latach sześćdziesiątych przystąpiono w ŻIH do przepisywania starych kart, przy czym dużą część oryginalnych kart zniszczono. Do naszej dyspozycji pozostały karty koloru niebieskiego. Trudno powiedzieć na ile z niedbalstwa, a na ile z chęci ukrycia pierwotnych danych wypełniono je bardzo niedbale, pomijając wiele rubryk. W efekcie, możemy dzięki „kartom niebieskim” poznać na ogół tylko nazwisko, rok urodzenia i miejsce rejestracji po wojnie. Natomiast często pominięto, miejsce urodzenia, miejsce pobytu w chwili wybuchu wojny, adnotacje na temat miejsc pobytu w jej trakcie, wykształcenia i wykonywanego zawodu.
 
Dominująca część osób ujętych w spisie imiennym została zarejestrowana w Gdańsku, druga co do wielkości grupa w Sopocie, trzecia w Gdyni. Dwa mniejsze pod względem liczebności skupiska powstały w Lęborku i w Słupsku. Podane w moim referacie liczby dotyczące ludności żydowskiej należy traktować jak minimalne. Nie wszyscy bowiem Żydzi przebywający w województwie poddawali się tu rejestracji. Niektórzy opuszczali je zanim w tej czy innej miejscowości powstał komitet żydowski . Inni, jak zaznaczono w cytowanym już fragmencie, ukrywali swoje pochodzenie narodowo-religijne, obawiając się ataków antysemickich. O ile inni badacze zdecydują się na szczegółową analizę danych personalnych osób, które mieszkały w Lęborku w latach 1945-1949 w oparciu o sporządzony przeze mnie wykaz imienny zamieszczony w tabeli na końcu artykułu, to będą musieli sięgnąć to wszystkich kart rejestracyjnych dostępnych w ŻIH. Aby to uczynić najpierw należy każdemu nazwisku przyporządkować numer pod którym odnotowano daną osobę w głównym rejestrze ocalonych. Korzystanie z rejestru utrudnia różna ortografia zapisu nazwisk, co powoduje na przykład, iż nazwiska o fonetycznym brzmieniu [Szreder] trzeba szukać w zapisie Schroeder, Szreder lub Schreder. Stwierdziłem istnienie przypadków polegających na tym, iż ta sama osoba była ujęta w rejestrze dwu- a nawet trzykrotnie z powodu zastosowania odmiennej pisowni nazwiska. Dla Lęborka dobrym przykładem tego typu błędów jest przypadek Lei Joffe-Kohn, której dane w rejestrze odnotowane również pod nazwiskami Lea Joffe, Lea Kohn-Joffe i Lusia Joffe-Kohn. Niekiedy w rejestrze brak konsekwencji. Na przykład, są wymieniane osoby o nazwisku Szac, i nagle po nich jest wpisane nazwisko Schatz, a więc o tym sam brzmieniu fonetycznym lecz o innej ortografii. Formy „Schatz” szukalibyśmy oczywiście na wcześniejszych stronach rejestru, zgodnie z porządkiem alfabetycznym, a tymczasem nie podano go tam gdzie być powinno tylko w innym miejscu.
Przewodniczący Okręgowego Komitetu Żydowskiego w Gdańsku, któremu organizacyjnie podlegał również Lębork, wielokrotnie wspominali o stosunkowo dużym procencie osób ukrywających swoje pochodzenie.
 
  Przypuszczalnie pracownicy komitetów wiedzieli o ich obecności na swoim terenie gdyż rejestrowali się oni, aby ułatwić krewnym poszukiwania, lecz następnie stronili od codziennej działalności w środowisku żydowskim. Dowód na to stanowią wypowiedzi osób kierujących komitetem lokalnym w Gdańsku.
Według jednej z opinii pochodzącej z 1946 r.: „...więcej niż połowa Żydów na Wybrzeżu czyni wszystko, aby przed otoczeniem ukrywać swoje żydowskie pochodzenie. Figurując na aryjskich nazwiskach boją się nawet zjawić do Komitetu” . A oto inne świadectwo z początku 1948 r. mówiące o tym samym zjawisku: „Przyczyna tak silnego zakonspirowania Żydów u nas na Wybrzeżu, bierze się stąd, że 70 % żydowskiej ludności u nas rekrutuje się z elementów, które przeżyły okres okupacji w kraju: kto w obozie, kto w bunkrze, kto po stronie aryjskiej, kto w partyzantce, wszystko jedno” . O tym stanie rzeczy wiedziały również organy administracji państwowej. Wojewoda gdański komunikował przełożonym w Warszawie co następuje: „Stara się ona (ludność żydowska – G.B.) ze zrozumiałych względów unikać rejestrowania i statystyki, obawiając się w związku z tym (ujawnieniem żydowskiej tożsamości - G.B.) pogorszenia status quo” . W jednym ze sprawozdań na temat sytuacji w województwie gdańskim napisano o owych „marranach” : „...jest niezbędna wielka praca, również na przyszłość, by uzdrowić moralnie i fizycznie upadek tych ludzi. Upadek ten wyraża się w zakonspirowaniu swego narodowego pochodzenia”.
Osobny problem dla terenów wchodzących przed rokiem 1938 r. w skład państwa niemieckiego lub Wolnego Miasta Gdańska stanowią przedstawiciele grupy nazwanej przez hitlerowców „mischlingami”. Były to osoby wywodzące się z małżeństw lub związków nieformalnych pomiędzy Żydami i nie-Żydami. Hitlerowcy stosowali różne formy dyskryminacji wobec członków rodzin mieszanych. Aczkolwiek ich sytuacja była daleko lepsza niż przedstawicieli rodzin „czysto żydowskich”. Żydowscy współmałżonkowie pozostali często przy życiu o ile ich aryjscy współmałżonkowie wytrzymali presję hitlerowców i otoczenia i nie zgodzili się na rozwód. To samo dotyczyło dzieci. Hitlerowcy dopiero w końcu 1944 r. przystąpili do przygotowań nad „ostatecznego rozwiązania” problem Żydów w małżeństwach mieszanych. Na szczęście, w przypadku Wybrzeża, nie wystarczyło im czasu, aby w pełni wprowadzić swoje zamierzenia w czyn. Na terenie nowo utworzonego województwa gdańskiego wkroczenia wojsk radzieckich i polskich doczekało około czterystu „mischlingów” i aryjskich członków małżeństw mieszanych . Na ogół podali oni jako miejsce pobytu w chwili wybuchu wojny miejscowość na Pomorza Gdańskim. Daje to podstawy do przypuszczeń, że lata wojny również spędzili na jego obszarze. Jednak wiele do myślenia daje fakt, iż rejestr ocalonych zawiera wprawdzie dane członków tej samej rodziny, niekiedy nawet kilku, lecz bardzo często obok danych dzieci znajdują się wyłącznie dane jednego rodzica. Drugi najpewniej zginął bądź musiał opuścić rodzinę starając się uratować życie. W przeciwieństwie do części polskich Żydów „mischlingowie” zabiegali o rejestrację w komitetach żydowskich, gdyż dzięki wydawanym tam zaświadczeniom mogli uzyskać zakwalifikowanie do kategorii osób represjonowanych przez reżim hitlerowski. Z kolei na tej podstawie uzyskiwali możność poszukiwania w urzędach obrony przed aktami agresji i rewanżu, które uderzały w ludność niemiecką, a których sprawcami byli niektórzy żołnierze radzieccy i niektórzy Polacy. Na mocy okólnika Ministerstwa Administracji Publicznej (L.Dz. 9337/II P. 909/45) osoby prześladowane przez reżim hitlerowski z powodu związków rodzinnych z żydostwem mogły liczyć na wyodrębnienie z narodu niemieckiego. Dawało to prawo tymczasowego pobytu na ziemiach polskich, aż do czasu uregulowania ich statusu obywatelskiego w oparciu o odpowiednie ustawy.
 
Natomiast stopień samoidentyfikacji żydowskiej „mischlingów” następująco charakteryzował w drugiej połowie 1946 r. przewodniczący gdańskiego komitetu żydowskiego Chaim Freundlich:
„Pierwszą trudność, na którą natknął się Komitet w swej działalności była sama definicja materiału ludzkiego, mogącego stanowić członkostwo Komitetu Żydowskiego. Chodzi mianowicie o to, że gdy organizował się Komitet na terenie Gdańska zarejestrowało się w nim kilkaset osób, o których trudno powiedzieć, że są Żydami. Byli to Żydzi niemieccy (Mischling) którzy o żydostwie tyle wiedzieli, że reżim
  hitlerowski im o tem przypomniał. O żadnym pozytywnym stosunku z ich strony do żydostwa mowy być nie mogło. Żydów tych, a właściwie pół-Żydów było około 300. /.../ Z tego elementu Kom. Żyd. Wielkiej pociechy nie miał. Gdy tylko zaczęły się organizować transporty rdzennych Niemców do Niemiec, Żydzi, o których wyżej mowa była zatęsknili za swoim Vaterlandem i razem z Niemcami opuścili Wybrzeże” .Jako ciekawostkę można odnotować, iż wojnę przeżył urodzony w Lęborku 15 czerwca 1912 r. Moritz Ausuebel, syn Ignacego i Ernestiny z domu Semel. Przed wojną mieszkał on przez pewien czas w Gdańsku, skąd wyemigrował do Holandii. Wraz z żoną i córką mieszkał po wojnie w Brukseli.
Postanowił zmienić nazwisko na Moryc Abel. Z bliżej nie znanych powodów ten ostatni fakt został podany do publicznej wiadomości w Gdańsku w 1950 roku .
 
Polscy Żydzi napływający na Wybrzeże od marca 1945 r., przy współudziale, byłych więźniów obozów koncentracyjnych, a także „mischlingów” zorganizowali w czerwcu 1945 r. w Gdańsku pierwszy lokalny komitet żydowski. W jego rejestrach odnotowano wówczas 212 osób. Niestety nie wiemy, w których miastach województwa wówczas one mieszkały. W konsekwencji nie zdołałem ustalić, czy owa liczba obejmuje też osoby przebywające w Lęborku opanowanym przez wojska radzieckie 10 marca. Także w kolejnych informacjach statystycznych przesyłanych z Gdańska do CKŻwP do końca roku brakuje tego typu danych. Pewnym jest, że jednak, iż Żydzi byli w mieście już od pierwszych dni jego funkcjonowania w nowym reżimie. Byli to przede wszystkim byli więźniowie i więźniarki KL Stutthof.
Ich dokładnej liczby nie udało się dotąd ustalić.
 
W ogólnej kartotece ocalonych, przechowywanej w Warszawie , odnotowano nazwiska co najmniej 106 osób, które podały jako miejsce pobytu w chwili rejestracji Lębork. Tę liczbę, podobnie jak w przypadku innych miast, należy traktować jako minimalną. Po prostu nie wiemy, ile osób nie zgłosiło się do komitetu, gdyż w mieście przebywały zbyt krótko, a ile zdecydowało się ukrywać swoje pochodzenie narodowe. Nie wiemy też ile osób nie ujęto w kartotece, gdyż ich karty nie zostały wypełnione lub nie dotarły do Warszawy.
 
Ruch ludności ilustrują częściowo miesięczne sprawozdania statystyczne , przesyłane do CKŻwP, w których od stycznia 1946 r. do grudnia 1948 r. wyodrębniano liczbę Żydów, przebywających w Lęborku, według danych dostępnych lokalnemu komitetowi. To, co można ustalić w oparciu o źródła przedstawia się następująco. W styczniu 1946 r. odnotowano 34 osoby. Dla kolejnych trzech miesięcy nie ma danych, natomiast w maju zarejestrowano 71 osób. Liczba zarejestrowanych wzrosła w lipcu do 86 i taką wielkość podawano w sprawozdaniach do lutego 1947 r. Ale jest bardzo prawdopodobne, iż znacznie przewyższała ona liczbę tych, którzy w rzeczywistości mieszkali wówczas w mieście. Pozwalam sobie na to stwierdzenie, gdyż w marcu 1947 r., kiedy na terenie całego województwa przystąpiono w komitetach żydowskich do akcji weryfikacji-uaktualniania danych, podano iż liczba Żydów w Lęborku wynosiła tylko 24 osoby. Wprawdzie w kwietniu i w maju 1947 r. wymieniono wyższą liczbą, a mianowicie 88 osób, lecz nie ma pewności, czy nie mamy w tym przypadku do czynienia z pomyłką lub celowym zawyżaniem danych, bowiem w przekazach dotyczących okresu od czerwca 1947 r. do lipca 1948 r. powtarzają się tylko dwie liczby 23 i 24. Zaś dla ostatnich miesięcy, sierpień-grudzień 1948 r., podawano liczbę 17 zarejestrowanych osób.
 
Miesięczne informacje statystyczne w zestawieniu z ogólną listą osób zarejestrowanych dają podstawę do stwierdzenia, iż liczba Żydów przebywających w jednym czasie w mieście nie przekroczyła w latach czterdziestych kilkudziesięciu osób. Nie zdołałem ustalić, ile osób narodowości żydowskiej przybywało w mieście w pierwszym okresie, tzn. od wkroczenia wojsk radzieckich do końca 1945 r. Relatywnie duży wzrost w kolejnym półroczu wiązał się przypuszczalnie z napływem repatriantów, a zmniejszenie liczby w następnym okresie wynikał z exodusu zaistniałego po pogromie kieleckim (4 lipca 1946 r.), kiedy Polskę opuściło w ciągu pięciu miesięcy nieomal 100 tys. Żydów.
 
  Najmniej można w tej chwili powiedzieć o Żydach, żołnierzach radzieckich, ponieważ stanowili część praktycznie bezimiennej masy ludzkiej. Nie odnotowano ich w spisach komitetu. Chociaż, podobnie jak to występowało w innych miejscach, byli więźniowie KL Sutthof mogli uzyskiwać pewną pomoc od Żydów radzieckich - żołnierzy .Wśród byłych więźniów była Emma S. i jej siostra . Pochodziły z Wilna. Na Pomorze Gdańskie trafiły w ramach ewakuacji niedobitków więźniów wileńskiego getta. Używano ich w 1944 r. do niewolniczej pracy, przepędzając pieszo lub przewożąc koleją z jednego miejsca w drugie. Skrajnie wycieńczone fizycznie, siostry dożyły wyzwolenia. Skierowano je do utworzonego przez Rosjan w Lęborku szpitala. Tu z wolna odzyskiwały siły. Jednak ich pobyt w mieście skończył się na skutek działalności NKWD. Pewnego dnia wezwano je na przesłuchanie, w czasie którego padło zaskakujące, mogłoby się wydawać, pytanie: Jak zdołałyście przeżyć ? Pytanie, zaskakujące tylko pozornie, bowiem podobne pytanie zadawano wielu ocalonym Żydom, co potwierdzają znane mi wspomnienia dotyczące innych osób i miejscowości. Dla oficerów radzieckich służb bezpieczeństwa szansę przeżycia w niemieckim obozie mieli tylko, lub przede wszystkim, Żydzi, którzy zdecydowali się na bliską współpracę z hitlerowcami, współpracę skierowaną także przeciwko współwięźniom. Gdy znajomy lekarz wojskowy, major, pracujący w szpitalu dowiedział się od dziewcząt, o co je pytano, doradził im natychmiastowe opuszczenie miasta, wskazując, iż doświadczenie podpowiada mu, że z następnego przesłuchania mogły już nie wyjść na wolność. Ich stan uległ na tyle uległ poprawie, że mogły posłuchać jego rady i tym samym zakończył się ich pobyt w Lęborku, do którego już nie powróciły na stałe.
 
W kartotece ocalonych, przy nazwiskach ośmiu osób znalazły się adnotacje, iż w chwili rejestracji przebywały one w szpitalu. Różnie zresztą określano ten szpital. Raz zapisano po prostu szpital, w innym przypadku: szpital wojskowy, to znów szpital polowy. Może to wskazywać, iż karty sporządzały różne osoby i w różnym czasie. Nie wiemy, czy rejestracja w szpitalu nastąpiła w wyniku wizyt pracowników komitetu żydowskiego czy też pojawili się oni tam wezwani przez pacjentów szukających kontaktu z rodakami.
 
Aż 26 osób podało jako adres kontaktowy dom przy ulicy Wyspiańskiego 3. Mógł się tam mieścić lokalny komitet żydowski. Chociaż przy 6 innych nazwiskach jako adres zapisano ogólnie: komitet żydowski. Te dwa przekazy bynajmniej się nie wykluczają. I w tym przypadku różnica może wynikać z faktu, iż zapisów dokonywało kilka osób w pewnych odstępach czasu nie starając się wprowadzać jednolitego adresu. Dla ówczesnych mieszkańców Lęborka obie formy mogły występować zresztą w charakterze swego rodzaju synonimów. Większe skupienie Żydów odnotowano w kilku domach. Adres przy ul. Dąbrowskiego 15 i 16 podało 10 osób, przy ul. Gdańskiej 105 – 7 osób, przy ul.Lwowskiej 11 – 4 osoby, przy ul. Mechanicznej 1- 9 osób. Przy 19 nazwiskach znalazł się tylko ogólny adres, brzmiący: Lębork. Pozostałe osoby mieszkały w pojedynkę w różnych punktach miasta.
 
Wśród 106 osób odnotowanych w kartotece tylko 8 urodziło się w XIX wieku. Najstarsza z nich w 1869 r., a kolejne w latach: 1882, 1884, 1888, 1891,
1895, 1897 i 1898. W grupie wiekowej urodzonych w latach 1900-1905 było 13 osób, 1906-1910 – 14 osób, 1911-1915 – 13 osób, 1916-1920 – 23 osoby, 1921-1925 – 16 osób, 1926-1930 – 11 osób, 1931-1935 – 1 osoba, 1936-1940 – 1 osoba, 1945-1946 – 5 osób. Aż 93 osoby mieściły się w przedziale wieku 15-45 lat. Młody wiek i odporność ułatwiły im przetrwanie lat Zagłady.
Osobą najstarszą był Gustaw Grunekle. Sądząc po imionach rodziców (Zalman i Helene) wywodził się najpewniej ze związku mieszanego. Być może był w okresie przedhitlerowskim obywatelem niemieckim bowiem w chwili wybuchu wojny mieszkał w miejscowości Kelthe. Na uwagę zasługuje fakt, iż w spisie nie odnotowano innych osób o tym samym nazwisku. Siedem z ośmiu osób urodzonych w XIX w. zarejestrowano w domu przy ul. Wyspiańskiego 3. Sześć spośród nich przebywało w chwili wybuchu wojny na terenie Rzeszy Niemieckiej a jedna w Gdańsku. O jednej osobie brak danych co do miejsca
  pobytu 1 września 1939 r. Wydaje się, że członkowie tej grupy wywodzili się ze środowiska „mischlingów”. Ale i wśród osób, które przyszły na świat w latach 1900-1939 mogli występować członkowie rodzin mieszanych. To przypuszczenie wynika z tego, iż aż 7 osób z tej grupy zamieszkiwało przed wojną w Rzeszy (głównie w Słupsku), a ich imiona oraz imiona obojga, bądź jednego z rodziców miały brzmienie czysto niemieckie. Liczba może być większa, uwzględniając fakt, iż aż w 48 przypadkach nie znamy miejsca zamieszkania w chwili wybuchu wojny osób z analizowanej listy nazwisk powojennych mieszkańców Lęborka. Tymczasem przedwojenny adres na terenie Rzeszy lub Wolnego Miasta Gdańska  w połączeniu z imionami o brzmieniu niemieckim i przetrwaniem wojny tworzą przesłanki do założenia, iż w grę wchodzą członkowie rodzin mieszanych. Niestety wybiórcza analiza kart rejestracyjnych osób, przy których nazwisku zabrakło w rejestrze głównym informacji o miejscu pobytu w chwili wybuchu wojny, wykazała, że mamy tu generalnie do czynienia z „kartami niebieskimi”, w których nie wypełniono większości rubryk.
 
Przy nazwiskach dwóch osób, noszących bezdyskusyjnie żydowskie imiona odnotowano jak miejsce zamieszkania we wrześniu 1939 r. Słupsk i Lębork (Chana Albrecht i Nechana Wejman). Jest to dość intrygujące z badawczego punktu widzenia, gdyż zmusza do postawienie pytania, jak udało im się przetrwać na terenie Rzeszy. Niestety i tu mamy do czynienia z „kartami niebieskimi”.
Inne źródła pozwalają stwierdzić niedokładność informacji zawartych w rejestrze imiennym. I tak, według rejestru, Kurt i Margarette Sabatzki mieszkali przed wojną w Szczecinie, a po wojnie zarejestrowano ich w Lęborku pod adresem ul. Wyspiańskiego 3. Niestety w ich przypadku zachowały się tylko „niebieskie” karty rejestracyjne z dużymi brakami w zapisie danych personalnych. Nie wiemy więc, gdzie przetrwali oni wojnę i nie możemy poznać innych szczegółów. Tymczasem inne źródło zdaje się wskazywać, iż wzmiankowane osoby mogły być tylko odnotowane w Lęborku, a w rzeczywistości mieszkały w chwili rejestracji w Słupsku. Inna ewentualność mogła polegać na przeniesieniu się ze Słupska do Lęborka. W karcie jako moment rejestracji w Lęborku zapisano 27 czerwca 1946 r. Tymczasem w dokumencie sporządzonym osiem miesięcy wcześniej podano, iż Kurt Sabatzki mieszkał wówczas w Słupsku. Jest to zresztą bardzo ciekawy dokument, gdyż rzuca nieco światła na stosunek nowych władz do osób pochodzenia żydowskiego, dawnych obywateli niemieckich. Otóż Pełnomocnik Rządu RP, Obwód w Słupsku, polecał sprawdzić odpowiednim organom, kim jest Kurt Sabatzki. W dokumencie czytamy: „Jakim sposobem utrzymał się (K.Sabatzki – G.B.) przez czas wojny w Słupsku nie będąc narażonym na wywiezienie. Zachodzi podejrzenie, że tylko drogą świadczenia drobnych usług władzom niemieckim zdołał się utrzymać” . Zalecano ostrożność i indywidualne rozpatrywanie każdego tego przypadku.
 
Także trzy inne osoby, zarejestrowane w Lęborku w czerwcu 1946 r., w październiku 1945 r. mieszkały w Słupsku. Wiemy o tym, gdyż zwracały się w październiku 1945 r. do władz polskich z prośbą o wyodrębnienie ich z grupy ludności niemieckiej, gdyż są narodowości żydowskiej. Odpowiednie podania złożyli Werner Boeer (inna pisownia Beer – G.B.), Gruenkle G.[Gustaw – G.B.] i Anna Schiemann. O opiekę ze strony władz polskich ubiegał się inny mieszkaniec Słupska: dr Nasilowski, którego żona Edith Nasilowski z domu Blumental była Żydówką . Werner Boeer został zarejestrowany w Lęborku ale czwórka jego małoletnich dzieci widniała w spisie jako zarejestrowana w Słupsku. Dzieci miały od 10 do 14 lat. Przy ich nazwiskach w rejestrze głównym próżno szukać wzmianek o związkach z Lęborkiem. Przypuszczalnie Werner B. jako głowa rodziny zdecydował się na podróż do tego miasta, natomiast dzieci nie fatygowano, gdyż z powodu nieznajomości języka polskiego mogło to być dla nich nieprzyjemne a nawet niebezpieczne.
 
Najwidoczniej, mimo, iż od lutego 1946 r. w Słupsku istniał miejski komitet żydowski słupszczanie pochodzenia żydowskiego nadal rejestrowali się częściowo w późniejszym okresie nie w miejscu zamieszkania lecz w Lęborku. Powodów takiego postępowania nie udało się ustalić.
 
  W grupie badanej wystąpiły tylko dwie osoby urodzone w latach 1931-1938. Nie było żadnego dziecka urodzonego w latach wojny. To znamienne fakty, gdyż wskazują pośrednio jak nikłą szansę na przetrwanie miały dzieci. I to nie tylko pod rządami hitlerowców, ale również w Związku Radzieckim, skąd niewątpliwie część zarejestrowanych osób przybyła w ramach repatriacji. Po wojnie na świat przyszło 5 przedstawicieli badanej zbiorowości. Wśród tych dzieci intrygują losy Beniamina Elbauma (ur. 1945, syna Henryka i Zosi), ponieważ obok niego, w spisie nie wymieniono rodziców jako zamieszkałych w Lęborku. Zresztą w ogóle ich nie wymieniono. Podobnie rzecz się ma z Krukoszerem (ur. 1946, synem Samuela i Miry) i Henrykiem Wagnerem (ur. 1946, synem Józefa i Cyli). Danuta Sobel, ur. 1946, została wymieniona z matką Salą, natomiast nie wymieniono w spisie jako odrębnie zarejestrowanego jej ojca –Chaima. Brak na liście nazwisk rodziców aż trojga z pięciorga dzieci urodzonych po wojnie dzieci jest zastanawiającą niewiadomą. Tylko jedno dziecko zapisano wspólnie z obojgiem rodziców.
 
Spośród 60 osób, których miejsce zamieszkania w przededniu wojny jest znane najwięcej mieszkało w Słupsku. Aż przy trzynastu nazwiskach wymieniono to miasto jako miejsce pobytu 1 września 1939 r. Oczywiście wśród nich dominowały wzmiankowane już wcześniej osoby będące przypuszczalnie reprezentantami grupy „mischlingów”. Druga co do liczby grupa wywodziła się z Litwy. Tworzyło ją jedenaście osób , w tym dziewięć pochodziło z Wilna. Trzecia co do wielkości grupa (9 osób) wywodziła się z Warszawy, a czwarta (sześć osób) z Łodzi. Poza tym trzy osoby mieszkały przed wojną w Kaliszu, dwie w Lublinie a pozostałe, pojedynczo w innych miastach z obszaru Drugiej Rzeczypospolitej. Wojna rzuciła na Wybrzeże co najmniej trzynastu mieszkańców terenów, które zostały zaanektowane przez Związek Radziecki (z Litwy, Lwowa i Słonimia).
Wśród odnotowanych było 35 osób, które w Lęborku przebywały z członkami rodziny: dziećmi, rodzeństwem lub współmałżonkami. Wśród nich , jak się wydaje biorąc pod uwagę imiona rodziców i daty urodzenia można wyodrębnić: cztery małżeństwa bez dzieci, siedem par rodzeństwa (czternaście osób), trzy niepełne rodziny (ojciec i syn, matka i córka oraz matka z dwojgiem dzieci) i zaledwie dwie rodziny, w których obok obojga rodziców odnotowano również dziecko. Inni odnotowani w kartotece trafili do miasta bez rodziny, względnie nie zawarli związków małżeńskich do momentu rejestracji. Jak widać z powyższego, w zbiorowości dominowały osoby samotne, które z jednej strony straciły większość krewnych, z drugiej nie zdołały jeszcze połączyć się pozostałymi przy życiu bliskimi.
 
Pierwsze, znane informacje na temat działalności lokalnego komitetu żydowskiego związane są z październikiem 1945 r., kiedy wspomniano o nim w sprawozdaniu gdańskiego wojewódzkiego komitetu żydowskiego. Na jednej z oryginalnych „białych” kart rejestracyjnych (karta Sali Sobel) widnieje pieczęć z następującym napisem: Powiatowy Komitet Żydowski w Lęborku. Jak pozostałe komitety miejskie na Wybrzeżu zależał on całkowicie od pomocy materialnej napływającej z zagranicy za pośrednictwem CKŻwP. 3 lutego 1946 r. w Słupsku odbyło się zebranie tamtejszej ludności żydowskiej. Zagaił je – jak to określił sprawozdawca – „prezes lęborskiego komitetu obywatel Lipszyc Moryc”. Tenże M. Lipszyc wskazał na konieczność akcji pomocy dla ludności żydowskiej i przybywających repatriantów. Jako przedstawiciela lęborskiego komitetu w Słupsku wybrano K. Szama. Z powyższego przekazu wynika, że w Lęborku wcześniej niż w Słupsku powołano do życia komitet żydowski. Częściowo może to tłumaczyć wyprawy słupszczan do Lęborka w celu rejestracji. Ponadto dowiadujemy się, że mieszkańcy Lęborka odegrali rolę organizatorów komitetu w sąsiednim mieście. Sugeruje to większą operatywność. W Słupsku na pewno mieszkało stosunkowo liczna grupa „mischlingów”. Podobnie jak w Gdańsku poprawę swojego położenia mogli zawdzięczać polskim Żydom, którym łatwiej było negocjować z wojskowymi władzami radzieckimi i władzami polskimi. Ponadto dowiadujemy się o oczekiwaniu na napływ repatriantów, który wystąpił zapewne wkrótce, na co wskazują cytowane wcześniej dane statystyczne z kolejnych miesięcy 1946 r. W kwietniu 1949 r. komitet nadal wymieniano go jako placówkę podległą organizacyjnie Okręgowemu Komitetowi Żydowskiemu w Gdańsku . Nie ma pewności, czy rzeczywiście nadal istniał, czy też wspominano o nim mechanicznie, nie uwzględniając migracji jego aktywistów i podopiecznych. Wątpliwości na temat jego istnienia u schyłku lat czterdziestych są spowodowane informacjami, które podano w kontekście przekazów o lęborskiej żydowskiej kongregacji wyznaniowej.
 
Otóż kongregacja była w fazie organizacji na przełomie lat 1946 i 1947 . Jako jej adres podawano dom nr 18 przy Placu Klasztornym. Formalne zarejestrowanie przez Referat Społeczno-Polityczny Starostwa Powiatowego w Lęborku nastąpiło około 24 czerwca 1947 roku . Zgodnie z zapisami ówczesnego statutu Związku Religijnego Wyznania Mojżeszowego w Rzeczypospolitej Polskiej lokalne kongregacje mogły powstać o ile wykazano, iż jest tym zainteresowanych minimum 25 pełnoletnich osób. Trudno stwierdzić, czy w Lęborku było w czasie starań o legalizację rzeczywiście tylu wyznawców religii mojżeszowej. Niezależnie od tego, organizatorzy zdołali najpewniej przekonać odpowiednią liczbę rodaków do wypełnienia deklaracji członkowskich. Co do osób, które były zaangażowane w działalność kongregacji, to do tej pory udało się bezsprzecznie ustalić jedynie dwa nazwiska. Funkcję prezesa (sic!) pełnił w 1947 r. Moryc Lifszyc, natomiast obowiązki sekretarza pełniła Anna Lewinsohn.
 
Obie wymienione wyżej osoby podpisały się pod dokumentem z listopada 1947 r., w którym informowały władze lokalne o samolikwidacji kongregacji. Jak wyjaśniały: „Likwidacja nastąpiła z powodu przeniesienia się większość naszych członków do innych miast Polski. Stemple i dokumenty odesłano do naszej centrali” . Dzięki poznanym dokumentom wiemy, że miejscowa wspólnota religijna była formalnie wyodrębniona zaledwie przez około pięć miesięcy, a uwzględniając okres organizacji i starań o legalizację praktycznie istniała niecały rok. Przy minimalnej liczbie Żydów zamieszkałych w mieście odpływ już tylko kilku osób stawiał pod znakiem zapytania sens istnienia instytucji środowiskowych. W listopadzie 1947 r. w mieście najpewniej nie było już nawet dziesięciu mężczyzn – Żydów, niezbędnych do odmówienia pewnych modłów i odprawienia rytuałów ważnych dla podtrzymania publicznego kultu religii mojżeszowej. Sprawę komplikuje jednak krótka wzmianka zawarta w dokumencie sporządzonym przez pracownika Wydziału Społeczno-Politycznego Gdańskiego Urzędu Wojewódzkiego 23 lutego 1949 r. Był to wykaz stowarzyszeń działających na terenie województwa. Czytamy tam: „Żydowska Kongregacja Wyznaniowa w Lęborku żadnej działalności nie rozwija. Majątku nie posiada, ok. 10 członków”. Doprawdy trudno w tej chwili rozstrzygnąć jak należy traktować tę informację. Czy kongregacja nadal istniała, czy też mimo zgłoszenia jej likwidacji inercja biurokratyczna sprawiła, iż urzędnik machinalnie przepisał nieaktualne już dane? Być może pomylono świecki komitet z kongregacją, bowiem ani w wykazie stowarzyszeń z 1948 roku ani w tym z lutego 1949 r. nie wymieniono komitetu. Tego typu błąd popełnił urzędnik pisząc w maju 1946 r. o rzekomej „Gminie Wyznaniowej Żydowskiej” w Sopocie, gdzie istniał wówczas wyłącznie świecki komitet.
 
M. Lifszyc to bez wątpienia ten sam człowiek, którego półtora roku wcześniej wymieniono jako „prezesa” miejskiego komitetu żydowskiego.
Można mówić o dużej dozie szczęścia w tym przypadku, bowiem zachowała się oryginalna „biała” karta rejestracyjna wystawiona 27 lipca 1946 r., zawierająca stosunkowo liczne dane na jego temat. Stąd wiemy, że Moryc Lifszyc urodził się 27 sierpnia 1907 r. w Paryżu (stolicy Francji). Jego ojciec nosił imię Zalman a matka Mira (z domu Adelson). Przed wojną zdobył wykształcenie średnie. Wykonywał zawód grawera i jubilera. Atak niemiecki na Polskę w 1939 r. a następnie na Związek Radziecki w 1941 r. zastał go w Wilnie. Po wkroczeniu Niemców dostał się do wileńskiego getta. Potem więziono go w obozach koncentracyjnych w Estonii, skąd w 1944 r. trafił do obozu Stutthof. Wykonywał między innymi prace niewolnicze w jego filiach położonych na terenie Gdańska. Zapewne zdołał zbiec w trakcie „marszu śmierci”. Z karty rejestracyjnej dowiadujemy się również, iż z jego rodziny wojnę przeżył tylko brat, przebywający w Związku Radzieckim. Jako miejsce zamieszkania w chwili rejestracji w Lęborku podał  dom nr 18 przy Placu Klasztornym. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych mieszkał w Sopocie zegarmistrz i jubiler o tym samym nazwisku. Włożył on wiele starań w podtrzymanie przy życiu modlitewnych spotkań nielicznych w Trójmieście osób zdecydowanych pielęgnować religię mozaistyczną. Żydzi gromadzili się na nieformalnych spotkaniach religijnych w jego mieszkaniu jeszcze w latach siedemdziesiątych, gdy nie istniała kongregacja mojżeszowa. Wydaję się, iż mamy tu do czynienia z jedną i tą samą osobą, która po początkowym okresie pobytu w Lęborku osiadła następnie w Sopocie. Moryc Liwszyc z Sopotu był człowiekiem bardzo zdeterminowanym, gotowym nawet narazić się władzom nie zalegalizowanymi spotkaniami, byle tylko zachować wierność tradycji żydowskiej. Taki człowiek mógł być współzałożycielem kongregacji w Lęborku.
 
Anna Lewinson, według oryginalnego zapisu w „białej” karcie rejestracyjnej Lewinsonówna, urodziła się 19 stycznia 1916 r. w Warszawie. Ojciec miał na imię Piotr, matka Bluma (z domu Sosnowia). Również ona w chwili wybuchu wojny niemiecko-polskiej i niemiecko-radzieckiej mieszkała w Wilnie. Studiowała wówczas medycynę. 6 września 1941 r. trafiła do wileńskiego getta. Od 18 kwietnia 1944 r. była w obozie koncentracyjnym w Rydze, skąd przewieziono ją do Stutthofu. Wydaje się iż zapis nazwy ostatniego pod okupacją niemiecką dłuższego miejsca pobytu: Gottenhoft, może być błędnie zapisaną nazwą, którą Niemcy nadali Gdyni. Być może uciekła z „marszu śmierci”. Ale podała, że została wyzwolona przez Armię Czerwoną 10 marca 1945 r., co sugeruje, że przebywała wówczas w Lęborku. Jako adres zamieszkania w chwili rejestracji w Lęborku podała dom przy ul. Wyspiańskiego 1. Kontynuowała wtedy przerwane na skutek wojny studia. Nie wiemy jednak gdzie i w jakim trybie studiowała.
 
W roku 1950 zamarła w województwie gdańskim działalność wszystkich instytucji żydowskich. Kilkaset osób skorzystało w okresie od września 1949 r. do stycznia 1951 r. z możliwości legalnej emigracji do Izraela. Być może byli wśród nich także mieszkańcy Lęborka. W każdym razie, w późniejszym okresie w mieście żyły już tylko pojedyncze osoby pochodzenia żydowskiego.
 
 
Grzegorz Berendt