• Lauenburg in Pommern  -  Lębork  wczoraj i dziś
    Lauenburg in Pommern - Lębork wczoraj i dziś
  • Lauenburg in Pommern  -  Lębork  wczoraj i dziś
    Lauenburg in Pommern - Lębork wczoraj i dziś
  • Lauenburg in Pommern  -  Lębork  wczoraj i dziś
    Lauenburg in Pommern - Lębork wczoraj i dziś
  • Lauenburg in Pommern  -  Lębork  wczoraj i dziś
    Lauenburg in Pommern - Lębork wczoraj i dziś
  • Lauenburg in Pommern  -  Lębork  wczoraj i dziś
    Lauenburg in Pommern - Lębork wczoraj i dziś
  • Lauenburg in Pommern  -  Lębork  wczoraj i dziś
    Lauenburg in Pommern - Lębork wczoraj i dziś
  • Lauenburg in Pommern  -  Lębork  wczoraj i dziś
    Lauenburg in Pommern - Lębork wczoraj i dziś

ZIEMIA PODAROWANA

Autor: Leszek Wołosiuk  [opowiadanie]  ,, ZIEMIA   PODAROWANA ’’ 
 
Zamieszkują w pięknych krajobrazach,  pomorskiej ziemi.  Przywędrowali z  woli
rządzących i losów wojny. Wspierani  przez rodowitych Pomorzan, potrafią  szanować się nawzajem.  Leszek z Redkowic, syn osadnika pisze  w swoich wspomnieniach:
Rodzice pochodzili z Lubelszczyzny. Mój ojciec Antoni, był osadnikiem wojskowym. Brał czynny udział w walkach obronnych w 1939 roku. W bitwie piechoty w okolicach rzeki Brdy, wspólnie z kolegami zostają okrążeni i ujęci do niemieckiej niewoli. Przez okres okupacji pracuje przymusowo w gospodarstwie u bauera. Trudne lata ,trudne życie. W 1945r wycofująca się armia niemiecka, wskutek wschodniej ofensywy, pozostawia cywilne tyły, maszerujące do Gdańska. W okolicach Lęborka ojciec zostaje uwolniony. Wspólnie z kolegą z niewoli, Janem Niewiadomskim, znaleźli  czasowo schronienie w mieście. Tworzą się struktury  administracji wojskowej . Zgłaszają pobyt i otrzymują skierowanie do objęcia gospodarstwa w miejscowości Rethowitz.  Potwierdzają ten przydział dokumenty z RKU w Wejherowie.  Po okresie wyceny majątku gospodarstwa, zostaje przyznany >Akt Nadania< W pierwszych miesiącach w gospodarstwach, mieszkali z rodzinami, jego dawni niemieccy właściciele.  Poprzedni gospodarze, z goryczą przyjmowali los wojny. W tak trudnym okresie potrafili jednak dogadywać się obie strony. Wojna ich też ciężko doświadczyła. Na froncie wschodnim poległo dwóch synów. W przyszłości mieli odziedziczyć gospodarstwo. W planach była budowa dużej obory.  Pozostała stara zabudowa z bel i gliny. Mama często rozmawiała z kobietami, otwierały swoje matczyne dusze. Nadszedł czas deportacji, z relacji rodziców, smutny dzień. Nie czuli wrogości, przeżywali ból, utracanej miłości do rodzinnej ziemi. Mama zapamiętała ich ostatnie spojrzenia, z konnego powozu, na dom, na zabudowania i sad . Spływały Łzy po obu stronach rozstających się  rodzin.
Były następne łzy na policzkach osadników. Popłakał się brat Marian, gdy w nocy, w kilka miesięcy po wyzwoleniu, wtargnęli żołnierze armii wyzwoleńczej. Żądali wydania koni zakupionych do gospodarstwa. Roztropność ojca i dziadka, polegająca na pozorowaniu strzelców, w oknach domu, zniechęciła intruzów.  Radość i uśmiech na twarzy Mariana, były nagrodą za uratowanie koni przed grabieżą. Lubił konie nazywając klacze lalkami, a małego źrebaka, kucykiem. W tamtym czasach często kradziono konie, krowy i sprzęt rolniczy, wywożąc w głąb kraju. Było szabrowników wielu, sami swoi nawet z bronią w ręku, oraz mundurowi. Handlowano wszystkim, środkiem płatniczym był alkohol, zwany bimbrem. Po dwóch latach następowała powolna stabilizacja. Wszystkie domostwa zostały zasiedlone. Większość osiedleńców pochodziła z centralnej części kraju, lub wydaleni z ziemi wschodniej, z mocy układu jałtańsko - poczdamskiego.  Pierwszym sołtysem Redkowic z mianowania, był mieszkaniec wsi,  osiedlony wbrew własnej woli - Mieczysław Michalski. Pracował w czasie wojny w Redkowicach, jako robotnik przymusowy, w niemieckim gospodarstwie.  Pan Mieczysław Michalski, w 1946r. - osiedlił się w Lęborku. Brał czynny udział w utworzeniu orkiestry dętej - kolejarzy. Z dniem 1 marca 1955 roku, powołano Mieczysława Michalskiego, na stanowisko dyrektora - Państwowego Ogniska Artystycznego, a następnie, Szkoły Muzycznej I stopnia w Lęborku.  Był współorganizatorem  zespołu pieśni i tańca.- Młodość. 
W latach 70-tych odwiedził naszą wieś,  z paradną  orkiestrą, maszerując jej ulicami.  Wracając do historii osadnictwa w naszej wsi, drugim sołtysem już z wyboru, został Jan Niewiadomski, wspomniany wcześniej, kolega ojca z niewoli. Zawiązywały się znajomości rodzinne nowych osadników. Ciężka praca w gospodarstwach wspierana była wzajemną pomocą. Pieczętowali przyjaźnie, zaproszeniami na przyjęcia, imieniny, urodziny. Naszą rodzinę zwiastują urodziny dwóch synów. Piszący autobiografię: Leszek i młodszy -  Henryk. Narodziny wzmacniają sens życia dla pokoleń. Lata pięćdziesiąte to okres próby charakterów. W wiejskich zagrodach buszują, i rekwirują płody, państwowi komisarze. Zabierają nawet ziarna do siewu. Następuje rozkułaczanie, odbieranie ziemi rolnikom w ramach scalania gruntów. Zdawało się że ziemie odzyskane, będą wolnością w gospodarowaniu na swoim. Były to złudne marzenia - podrzucone przez ideologów ludowej propagandy. Szpony zniewolenia sięgnęły po ziemię, obdarowaną. Zabrano zwierzęta, konie i krowy. Zabrano wolność i pracę na swoim. Powstały spółdzielnie produkcyjne, zwane potocznie - kołchozami. Pękają dawne przyjaźnie, liczą się dniówki. Wszystko jest wspólne, w nocy idą po swoje. Moj ojciec broni się przed wspólnotą. Smutni panowie nie dają złudzeń: Jesteś kułakiem, masz za dużo ziemi, zdusimy ciebie obowiązkowymi dostawami rolnymi. Wchodzi do kołchozu jako ostatni. Znowu są łzy w rodzinie i u przyjaciół. Prawdą jest że ostatni, przymuszony, jest pierwszym. Wybrany wcześniej kołchozowy szef, nie radzi w gospodarzeniu. Po długich namowach, ojciec kandyduje w wyborach. Na zebraniu, jednogłośnie wybierają na kołchozowego lidera. Nie chwała, lecz nabyte doświadczenie, w agrotechnice, stosowane w niewoli, przesądziło w podjęciu decyzji. W życiu następują zdarzenia, podporządkowane woli dobra nad złem. Los i Bóg daje szczęście i zabiera. Mama Sabina, rodzi córkę, dla nas siostrzyczkę. Gienia jest delikatnym kwiatuszkiem. Nagle niebiosa  - zabierają aniołka do siebie. Znowu łzy na odzyskane ziemi, pozostał smutek i żal. Bóg jednak jest miłosierny. W następnych latach rodzi się brat Adam. Wyrasta na murarza  i piłkarza. W późniejszych latach zakłada w Redkowicach  klub sportowy „Zenit”. Był inicjatorem budowy boiska piłkarskiego, które funkcjonuje do dziś. W zakrętach powojennej władzy, mieszkańcy wsi - doznali wiele krzywd. Pole należy głaskać w spokoju, bez dyktatury politycznej , znam duszę gospodarza, bo z niej się zrodziłem. W 1956 roku kończy się epoka stalinizmu. Następuje gomułkowska odwilż. Zmiany polityczne, ratują kołchozowe wsie przed degradacją. Mój ojciec żąda od władz powiatowych, rozwiązania spółdzielni. Walne zebranie, likwiduje kołchoz, dzielą majątek i oddają prawowitym właścicielom.
Rodzice, odbierają o kilka hektarów gruntu mniej. Nie chcą w przyszłości być znowu kułakami. Zabierają swoje konie, bydło i podniszczone maszyny.
Sąsiedzi  pochodzący ze wschodu: Stanisław Kozłowski i Jan Hajbowicz, na powstałych ponownie miedzach, organizują bimbrowy poczęstunek, z przekąską swojskiego chleba. Skowronki śpiewały do nieba, prawdziwa wolność chłopskiej natury. W pejzażu wsi,  był piękny pałac, gorzelnia i  park z dwoma stawami. Dzieciarnia biegała parkowymi alejami, ścigała się na własnoręcznie zrobionych hulajnogach. Na poboczach kwitły białe i żółte zawilce.  W nieczynnej gorzelni, były kompletne maszyny i trzy ogromne kadzie. Wysoki komin kotłowni przetrwał do lat 90-tych. Wspominam zabawy w chowanego w pięknym pałacu. Była to okazała budowla, z gankiem i oranżerią, od strony parku. Wewnątrz ogromny salon, z parkietem i boazeriami, mniejsze pokoje z malowidłami na ścianach. Kolumnowe piece z kafli, z wytłoczonymi rzeźbami, dawały ciepło i dworski nastrój. Władza ziem odzyskanych, nie dbała o zabytki. Wykorzystywała dla swoich potrzeb - w administracji PGR. Niszczejące pozostawiano bez dozoru, lub rozbierano, argumentując brakiem funduszy. Brakowało nie tylko funduszy, ale duszy dla historii. Podobnie było w naszej byłej dworskiej wsi. Pałac i gorzelnię rozebrano, dla pozyskania cegieł, na budowę szkoły w Siemirowicach. W okresie „ gomułkowskich” rządów  prowadzono program oświatowy - tysiąc szkół na Tysiąclecie Państwa. Prace rozbiórkowe, prowadzili marynarze z garnizonu lotnictwa morskiego. Dla mieszkańców pozostał park i stawy, zarybione jeszcze przez kołchozowych rolników. Był to czas wędkarskich sukcesów, mieszkańców wsi i okolic. Eldorado skończyło się, gdy wyłowiono ryby z łowiska. W miejscowości naszej, w tamtych okresie, funkcjonowała siedziba - Gminnej Rady Narodowej, sklep G S- S CH,  poczta i szkoła podstawowa. Nie było wówczas obiektów kultury dla młodzieży. Rolę kulturotwórczą pełniła szkoła, wystawiając amatorskie teatrzyki ludowe i  występy piosenkarskie. Podkreślam ludowe, bo władze oświatowe  akcentowały taki  trend. Rodziła się ustawa, o wykluczeniu nauki religii ze szkół. Wkrótce tak się stało, był to sygnał laicyzacji w [Państwie. Ludowym] Rodzice z  Redkowic, na przekór władzy – wyremontowali  zabytkową kaplicę.  Proboszcz parafii pw  NMP  Królowej Korony Polskiej w Lęborku - zorganizował tam naukę religii. Nauczanie prowadziła katechetka z Lęborka, Śp. Jadwiga Formela. Pamiętamy jej troskę nad dziećmi, w niedogrzanym pomieszczeniu. Dziś zadajemy pytanie? Czy ideologie mają prawo być, ponad prawem naszej duszy. Zakończyłem wędrówkę w  poszukiwaniu historii osiedleńców i mieszkańców  ziemi lęborskiej. W następnym opwiadaniu opiszę czasy przemian ustrojowych.